wtorek, 27 września 2016

Misja Europa. Odcinek Czwarty

Moi drodzy
Luidżi sprawia mi co dzień miłe niespodzianki. Dziś zaskoczyłem go, gdy podkładał niewielki pakunek pod moim autem. Zapewne jakiś miły prezent. Gdy już go ocuciłem, nerwowo wyrzucił tą paczuszkę na niedalekie pole golfowe. Co ciekawe później w tym miejscu pojawił się duży lej…Jak mi wyjaśnił, nieco się jąkając, paczuszka była prezentem od samego don Corleone… Miły gest.
Porady praktyczne: co zabrać ze sobą na zagraniczną podróż.
O zaostrzonych kołkach i worku czosnku nie muszę Wam pisać – to oczywiste. Jeżeli chodzi o prowiant, należy wziąć ze sobą kabanosy. Suche i długotrwałe. Można na nich przeżyć długie tygodnie, nie wydając dewiz. Jak napisał Mrożek, każdego profesjonalnego turystę z Polski, można za granicą rozpoznać po tym, że z walizki wystaje mu laska kabanosa. Nieodzowne są również czechowickie zapałki i scyzoryk z Gór Świętokrzyskich. Z leków nie można zapomnieć kropli do nosa. Należy zaopatrzyć się w najbardziej aktualne mapy (ja wziąłem mapę Środkowej Europy z kampanii Sobieskiego oraz mapy północnych Włoch Żółkiewskiego i Zamoyskiego – a na dalszą podróż, w którą ruszę już za kilka dni: taktyczne mapy Niemiec (i również Włoch) generała Dąbrowskiego i księcia Józefa Poniatowskiego, mapy ISIS dotyczące działań w Kolonii, a także sztabowe mapy generałów Berlinga i Świerczewskiego oraz mapę Belgii i Holandii generała Maczka, a na koniec ściśle tajny plan Czerczila dotyczący lądowania aliantów w Normandii i wreszcie partyzanckie mapy Szuanów z Bretanii).
 Za granicą tubylcy nie znają polskiego. Długo wypytywałem Luidżiego cytując mu Kochanowskiego, Reja, Mickiewicza i Słowackiego – niestety nie potrafił nawet powtórzyć „Litwo ojczyzno moja…”. Czego oni ich uczą w szkole? Co więcej, nie potrafił też zrozumieć jak polska epopeja może zaczynać się od nazwy innego kraju określanego jako ojczyzna… Dlatego też Polak za granicą powinien mówić po polsku bardzo wolno i wyraźnie – wtedy na pewno zostanie zrozumiany: „SŁU-CHAJ U-WA-ŻNIE JE-SZCZE RAZ TY DU-RNY KEL-NE-RZYNO: SZKLA-NKI ZOSTA-WI-MY NA O-BIE-KCIE” (Cytat za Tomek. W.) Na szczęście nieco włoskiego nauczyła mnie moja wspaniała szwagierka Dolores, która posługuje się językiem Petrarki niczym rodowita mokra Włoszka :-)
Odzież: Gorąca dyskusja ekspertów o rodzaju skarpet, jaki należy dobierać do sandałów, w której uczestniczyli tacy celebryci jak Jolanta Kwaśniewska, Jacykow, Renata Begger i poseł Krycha Pawłowicz, przy gościnnym udziale Przewodniczącego ONZ pana Kofana Anana, nie doprowadziła do wypracowania jednoznacznej odpowiedzi na to zagadnienie. Są różne szkoły: białe z napisem „Sport”. Frotte. Z napisem „Nike”. Czarne – bo praktyczne i ładnie później stoją w łazience. Jednak najważniejsze pytanie, moi drodzy, nie dotyczy koloru i kroju. Brzmi: dwu - czy trzy - dniowe?... Luidżi, prezentujący tzw szkołę włoską, powiedział mi, że dobór skarpet jest właściwie obojętny – najważniejszy jest żel na włosach i koszula bez trzech górnych guzików.
Region północnych Włoch, który intensywnie eksploruję, nazywa się Wenecja Euganejska. Dawna starożytna Galia Przedalpejska, a później Republika Wenecka. Właśnie w tym regionie, w Padwie studiowali najwięksi wodzowie Rzeczypospolitej, tutaj właśnie w Weronie niejaki Montecci kopulował z Kopuletti. Przez ten region przetoczyły się swego czasu hordy Hunów przerażającego Attyli. Dziś jego potomkiem jest Wiktor Orban siedzący na węgierskiej puszcie. Stolicą tegoż regionu jest oczywiście Wenecja. Starożytne słynne miasto leżące na wodzie niczym Wrocław AD 1997… Miasto karnawału i miłości. Wraz z Luidżi’m odbyliśmy do owego miasta wycieczkę. Architektura Wenecji jest wzorowana na Nowej Hucie. Na przykład Pałac Dożów na Placu św. Marka, zbudowano na podobieństwo budynków stojących przy Kombinacie Lenina. Na tym słynnym Placu dzikie stada gołębi robią na Bazylikę św. Marka to samo, co ich bratnie stada na rynku krakowskim na Kościół Mariacki. Nazewnictwo jest tutaj dość monotonne – Plac św. Marka, Bazylika św. Marka, Dzwonnica św. Marka, statua św. Marka… Po licznych kanałach kursują gondole, którymi pływają niemieccy i anglosascy turyści rozpływający się w romantycznym smrodzie. Pokutuje wciąż miłosny zabobon, że gdy płynąc Grande Canale, przepłyniesz pod najsłynniejszym weneckim mostem Rialto – wówczas nigdy nie dostaniesz kataru, a podczas randek nigdy już nie będziesz cierpiał na wzdęcia.
Zafascynowany Wenecją Luidżi poddał się bezgranicznie romantyzmowi miejsca i kupił mi wisiorek ze słynnego szkła weneckiego, zaś gdy pokonywaliśmy gondolą słynne odwrócone „S” Wielkiego Kanału, Luidżi w cieniu jednego z mostów, rozochocony chciał poczochrać mnie po brodzie. Dałem mu delikatnie do zrozumienia, że jego awanse mnie nie interesują i klepnąłem go z lekka w czoło… Luidżi zemdlał…
CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz