Kochani.
Odkryłem rzecz bardzo ciekawą. Otóż Francuzi nie wymawiają
litery „H”. Hawr to dla nich „aw”, du Hoc to dla nich „du ok”, a Hugenoci to
„Iżeno”. Skąd się to bierze? Otóż chodzi o ser. Jedząc od niemowlęcia stare,
śmierdzące i zapleśniałe sery Francuz zniekształca sobie podniebienie, co
uniemożliwia mu wypowiadanie po ludzku litery „R”, zaś wymówienie literki „H” w
ogóle staje się dla niego nieosiągalne. Przez wrodzoną delikatność i
dyplomatyczny takt nie wspomnę o zapachu, który roztacza się beztrosko po
okolicy, gdy Francuz otwiera lodówkę, zwykle pełną serów… Smród ów ma tak
potężną moc, że niemal materializuje się w cielesną postać. Wcielenie to,
przypomina wówczas nieco ministra Błaszczaka…
Jest to wspólna cecha każdego Francuza niezależnie od
regionu. Zatem tak samo jest w Normandii. Ale jest to jedna z nielicznych cech,
które łączą Normanów z Frankami. Mieszkańcy Normandii z dumą podkreślają swoje
pochodzenie i wyróżniające je atrybuty. Przede wszystkim szczycą się
pochodzeniem od Wikingów: klub hokejowy z Ką nosi dumną nazwę Drakkars de Caen,
w miasteczkach widać dużo nazw i reklam nawiązujących do normańskiej
przeszłości. Przeciętny Norman wygląda normalnie – tylko maleńkimi akcentami
przypomina o swym pochodzeniu - nosi długą brodę i włosy, zaś w ręku dzierży
solidny topór.
Kolejną cechą wyróżniającą Normandię są słynne Bukaże, czyli
żywopłoty, które zmyślni Normanowie potrafią wyhodować chyba ze wszystkiego.
Tym, co je wyróżnia jest jednak ich wysokość. Niektóre osiągają ponad dwa metry.
Cała Normandia jest nimi pocięta wzdłuż i wszerz. Przeciętny mieszkaniec nie
zwraca na nie uwagi, ale obcokrajowca od razu wali to po oczach. Niejeden raz stawałem
w ich cieniu… pogwizdując i patrząc w niebo… Po czym zapinałem spodnie i
jechaliśmy dalej.
We Francji bywam regularnie. Co 17 lat. Ostatni raz byłem
tutaj stopem w 1999 roku – zjechałem wówczas w rockandrollowej włóczędze całą
południową część kraju Franków, od Paryża poprzez La Rochelle aż po Lazurowe
Wybrzeże. Teraz był raz drugi. Tym razem przyszedł czas na zbadanie północy.
Lądowanie w Normandii to była ciężka sprawa.
My
wylądowaliśmy na plaży Juno, gdzie w czasie wojny desantowano 15 tysięcy
kanadyjskich żołnierzy z 3 Dywizji Pancernej. Wietrzne i malutkie miasteczko
Saint Aubin Sur Mer, przytulone do morza, z wąskimi uliczkami i domkami o
charakterystycznych białych normańskich kamiennych ścianach, nad którym unosi
się ostry zapach alg zalegających plaże, mały deptak nad morzem i kilka
knajpek, gdzie serwuje się ulubiony przysmak zarówno turystów jak i mieszkańców
– małże w winnym lub czosnkowym sosie, z belgijskimi frytkami w majonezie, oraz
najwspanialsze na świecie, normańskie cydry. I oczywiście słynny jabłkowy
bimberek Calvados. Wśród turystów przeważają Brytole, Kanadyjczycy i Niemcy.
Hamburgery się tu raczej nie zapuszczają – ich interesują bardziej oddalone na
zachód plaże, na których lądowały wojska USA, czyli Utah i słynna Omaha.
![]() |
| Plaża Juno |
My zamieszkaliśmy w uroczym domku oddalonym kilkanaście
metrów od morza, z pięknym
widokiem na plażę i morze. Korzystaliśmy z gościny
naszych wspaniałych przyjaciół: Iwonki i Oliviera, którzy byli więcej niż
bardzo gościnni. Wyśmienity normański cydr, wina, piwa i słynny Calvados lały
się strumieniami wśród różnych gatunków sera i oliwek, którymi raczyli nas
gościnni gospodarze. Zarówno Iwonka jak i Oli, który jest wykładowcą na
uniwersytecie w niedalekim Caen, pomagali nam ustalać trasy wycieczek,
wskazywali najbardziej interesujące punkty i nieraz dyskutowaliśmy do późnej
nocy na przeróżne tematy, śmiejąc się i pijąc. Mam nadzieję, że nie
naprzykrzaliśmy im się zbytnio – całe dnie spędzaliśmy na normańskich i
bretońskich drogach i nieraz wracaliśmy późnym wieczorem. W każdym razie nie
dali nam tego odczuć w najmniejszym stopniu. Czuliśmy się zaopiekowani i
wspaniale ugoszczeni. Pierwszego wieczora poszliśmy na lekką kolacyjkę w
knajpce nad morzem, z kilkoma lampkami wina i obchodziliśmy urodziny Oli’ego, a
później doprawiliśmy się w domu cydrem. Rankiem mieliśmy rozpocząć objazd
Normandii.
![]() |
| Plaża Omaha |
Przygotowałem ciepłe skarpety - był już wszak październik. Sandały wystawiłem na ganek. Pod łóżkiem ukryłem kołek i kilka główek czosnku - wiecie, na wszelki wypadek. Byłem podekscytowany...
Jedynym co psuło mi nastrój był brak Luidżi'ego...
CDN














