Stało się. Kolejny raz oderwano mnie od mojego pługa i maniakalnej uprawy rzepaku. Musiałem opuścić bezpieczny kraj ojczysty i wyruszyć poza granice… Otrzymałem kolejną misję od Rządu Najjaśniejszej. Cel – Europa Zachodnia. Misja: zbadać zgniły kapitalizm i komunizm, które jednocześnie zadomowiły się wśród krajów Zachodu, a także antypolski imperializm. Do tego sprawdzić kwestię uchodźców i czy aby na pewno Europa zachowuje swe tradycyjne wartości, czyli rasizm, ksenofobię i bezmyślny pozbawiony duchowości dewotyzm.
Misja trudna i śmiertelnie niebezpieczna. Czy worek czosnku i zastrugane kołki tym razem wystarczą? Nie wiadomo…
Na początek Włochy, wybrzeże Adriatyckie. Miejsce gdzie na studia jeździli Zamoyski i Żółkiewski. Aby dotrzeć do tego dalekiego i dzikiego kraju należy mieć słońce z lewej strony i twarz skierowaną na południe, następnie przebyć takie barbarzyńskie krainy jak kraj Husytów, a następnie ziemie należące do Cesarza Józefa, wreszcie pokonać alpejskie przełęcze i dotrzeć na wybrzeże Adrii.
Jako profesjonalny włóczęga zaopatrzyłem się w mapy. W Polsce nie da się kupić mapy Czech, ponieważ Husyci maniakalnie bronią wiadomości o swym kraju. Zresztą i tak kosmicznych map nikt nie umiałby przeczytać. Ja użyłem starej mapy króla Sobieskiego, szlaku, którym prowadził wojska na odsiecz Wiednia, aby pokonać naszych naturalnych sprzymierzeńców przeciw Rosji i dopomóc naszym naturalnym wrogom, którzy trzy pokolenia później przyczynili się do zniknięcia Ojczyzny z mapy Europy.
Jak wiadomo Czesi pochodzą z kosmosu i aby przetrwać w ich kraju należy wykupić winietkę, inaczej umrzecie z powodu braku atmosfery. 75 złotych. Dwumiesięczna pensja… Mnie udało się przebyć Czechy niepostrzeżenie pośród ciemnej nocy, tuż pod nosem niczego nieprzeczuwających, złowrogich husyckich hejtmanów: Krteka, Rumcajsa oraz Pata i Mata. Leciałem na Ostrawę, Ołomuniec i wreszcie na Brno – czyli jak pisał Sobieski: Berną, gdzie nasz król zgrupował wojska przed ostatecznym skokiem na Wiedeń. Tuż pod Brnem są też słynne pola Slavkov, czyli Austerlitz, gdzie Napoleon spuścił srogi wp…ol Ruskim i Austriakom podczas Bitwy Trzech Cesarzy. Niestety nie miałem czasu na zwiedzanie – musiałem przemykać się chyłkiem dalej na południe ku granicy.
Austro-Węgry to gorsza sprawa. Tu również obowiązuje winietka. 65zł. Dodatkowo gadają po niemiecku. Mapa Sobieskiego sięga zaledwie do Wiednia. Musiałem użyć opisu wyprawy Kanclerza Zamoyskiego i hetmana Żółkiewskiego, którzy podróżowali tym szlakiem na studia do Padwy we Włoszech, oddając się po drodze hulankom typowym dla studentów. Z tego powodu opis był dość frywolny i do tego ich szlak zahaczał często o wyszynki i domy rozpusty. Ale dałem radę. Minąłem Wiedeń oddając hołd polskiej Husarii i leciałem dalej na południowy zachód – na Gratz i Klagenfurt gdzie skręciłem na południe i wśród alpejskich dolin przekroczyłem granicę Italii. Wkrótce Alpy pozostały za moimi plecami, na północy a ja wjechałem na skąpane południowym słońcem adriatyckie równiny.
Rzymianie którzy opanowali te ziemie pobierają opłaty za autostrady zupełnie jak u nas. Za kilkadziesiąt ostatnich kilometrów na trasie Triest-Wenecja zapłaciłem potężne myto… Wreszcie dojechałem na wybrzeże. Miasteczko Caorle.
Zameldowałem się na kwaterze. Okazało się, że jest to najtańsza kwatera na całym adriatyckim wybrzeżu włączając również ceny w Albanii. 495zł za tydzień pobytu. Lokal z piętrem. Na terenie obiektu basen i plac zabaw… Do morza 500 metrów. Człowiek u którego wynajęliśmy kwaterę dłubał sobie wykałaczką w zębach okazując kolekcję złotych sygnetów na palcach. Wyrażał się wolno i z wysiłkiem. Co jakiś czas kiwał dłonią na stojącego obok wyżelowanego chudzielca o imieniu „Luidżi” i mówił do niego coś po włosku, na co Luidżi odpowiadał „Si, don Corleone”. Na koniec Don Corleone wstał, uszczypał mnie w policzek i kilkakrotnie poklepał mnie otwartą dłonią po twarzy. Zrozumiałem że jest to tradycyjne włoskie powitanie, więc uczyniłem to samo. Luidżi zemdlał…
Misja trudna i śmiertelnie niebezpieczna. Czy worek czosnku i zastrugane kołki tym razem wystarczą? Nie wiadomo…
Na początek Włochy, wybrzeże Adriatyckie. Miejsce gdzie na studia jeździli Zamoyski i Żółkiewski. Aby dotrzeć do tego dalekiego i dzikiego kraju należy mieć słońce z lewej strony i twarz skierowaną na południe, następnie przebyć takie barbarzyńskie krainy jak kraj Husytów, a następnie ziemie należące do Cesarza Józefa, wreszcie pokonać alpejskie przełęcze i dotrzeć na wybrzeże Adrii.
![]() |
| Popas na trasie. Arnoldstein, Karyntia, Austria. |
Jak wiadomo Czesi pochodzą z kosmosu i aby przetrwać w ich kraju należy wykupić winietkę, inaczej umrzecie z powodu braku atmosfery. 75 złotych. Dwumiesięczna pensja… Mnie udało się przebyć Czechy niepostrzeżenie pośród ciemnej nocy, tuż pod nosem niczego nieprzeczuwających, złowrogich husyckich hejtmanów: Krteka, Rumcajsa oraz Pata i Mata. Leciałem na Ostrawę, Ołomuniec i wreszcie na Brno – czyli jak pisał Sobieski: Berną, gdzie nasz król zgrupował wojska przed ostatecznym skokiem na Wiedeń. Tuż pod Brnem są też słynne pola Slavkov, czyli Austerlitz, gdzie Napoleon spuścił srogi wp…ol Ruskim i Austriakom podczas Bitwy Trzech Cesarzy. Niestety nie miałem czasu na zwiedzanie – musiałem przemykać się chyłkiem dalej na południe ku granicy.
![]() |
| Włochy, Dolomity, Alpy. Niedaleko stąd jest słynny szczyt Marmolada |
Austro-Węgry to gorsza sprawa. Tu również obowiązuje winietka. 65zł. Dodatkowo gadają po niemiecku. Mapa Sobieskiego sięga zaledwie do Wiednia. Musiałem użyć opisu wyprawy Kanclerza Zamoyskiego i hetmana Żółkiewskiego, którzy podróżowali tym szlakiem na studia do Padwy we Włoszech, oddając się po drodze hulankom typowym dla studentów. Z tego powodu opis był dość frywolny i do tego ich szlak zahaczał często o wyszynki i domy rozpusty. Ale dałem radę. Minąłem Wiedeń oddając hołd polskiej Husarii i leciałem dalej na południowy zachód – na Gratz i Klagenfurt gdzie skręciłem na południe i wśród alpejskich dolin przekroczyłem granicę Italii. Wkrótce Alpy pozostały za moimi plecami, na północy a ja wjechałem na skąpane południowym słońcem adriatyckie równiny.
Rzymianie którzy opanowali te ziemie pobierają opłaty za autostrady zupełnie jak u nas. Za kilkadziesiąt ostatnich kilometrów na trasie Triest-Wenecja zapłaciłem potężne myto… Wreszcie dojechałem na wybrzeże. Miasteczko Caorle.
Zameldowałem się na kwaterze. Okazało się, że jest to najtańsza kwatera na całym adriatyckim wybrzeżu włączając również ceny w Albanii. 495zł za tydzień pobytu. Lokal z piętrem. Na terenie obiektu basen i plac zabaw… Do morza 500 metrów. Człowiek u którego wynajęliśmy kwaterę dłubał sobie wykałaczką w zębach okazując kolekcję złotych sygnetów na palcach. Wyrażał się wolno i z wysiłkiem. Co jakiś czas kiwał dłonią na stojącego obok wyżelowanego chudzielca o imieniu „Luidżi” i mówił do niego coś po włosku, na co Luidżi odpowiadał „Si, don Corleone”. Na koniec Don Corleone wstał, uszczypał mnie w policzek i kilkakrotnie poklepał mnie otwartą dłonią po twarzy. Zrozumiałem że jest to tradycyjne włoskie powitanie, więc uczyniłem to samo. Luidżi zemdlał…


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz