środa, 12 października 2016

Misja Europa. Odcinek Siódmy. W drodze.

Szlak który musiałem przebyć jadąc na północ był więcej niż ciężki. Czekało na mnie 1000 kaemów przez góry i doliny.
W trasie. Włochy, Górna Adyga, droga na przełęcz Brennero
Podążałem na zachód przez Padwę i Weronę gdzie skręciłem na północ i jadąc wzdłuż potężnego jeziora Garda dobiłem do Trydentu i Bolano, gdzie zaczynały się już góry. Górna Adyga. Od pewnego czasu słyszałem za plecami dziwny syczący dźwięk… Co pewien czas jakiś cień zbliżał się do mnie ukradkiem. Dobiegały mnie dziwne słowa: „Mój skarb… Ukradli mi mój skarb”… W końcu z mozołem wdrapałem się na słynną alpejską przełęcz Brennero, punkt w którym Włochy stykają się z Austrią. Tutaj stanąłem na popas i udając, że przysypiam spoglądałem czujnie spod przymkniętych powiek… Syczący cień zbliżył się i na skalnej półce w tle księżyca ukazała się moim oczom twarz… Luidżi’ego. Złapałem go za rękę i ściągnąłem na dół. Zziębnięty i zakatarzony, wił się jak piskorz pokaszlując: „Gollum, Gollum”…
Związałem go wisiorkiem z weneckiego szkła i nakazałem mu prowadzić mnie dalej na północ, nie zważając na jego syczące krzyki: „To nas pali… pali nas”....

W trasie. Austria, Alpy
Za przełęczą były już ziemie cesarza Józefa. Alpejskimi przełęczami ruszyliśmy dalej na północ. W Insbrucku spotkałem się z oficerem łącznikowym, który zaopatrzył mnie w niezbędny sprzęt i ruszyłem dalej. Odbiłem na północny zachód i wkrótce stanąłem na granicy.
Spojrzałem przed siebie, ku północy… Mordor. Jedyne miejsce gdzie nikt nie chciałby się znaleźć, a do którego musiałem pójść. Westchnąłem, pociągnąłem Luidżi’ego i ruszyliśmy dalej. Byliśmy w Niemczech…
Sprawdziłem czy wszystko przygotowane: nienaganny ubiór oficera Wermachtu, dokumenty opiewające na fikcyjną postać Hans Klops i gładko ogolona japa… Byłem gotowy. Hans Klops… Odtąd dopóki przebywam w granicach Mordoru, to jest moje imię.
Mimo wszystko nie byłem bezpieczny… Gestapo deptało nam po piętach przez całą drogę. Cały czas czułem na karku gorący oddech Brunera… Nie byłem też pewny Luidżi’ego – czy w decydującym momencie nie wyda mnie w ręce Gestapo… W końcu Mussolini był w sojuszu z Hitlerem…
Szlak wiódł nas przez Bawarię ku miastu Ulm skąd pochodził słynny Johann Gambolputty de von Ausfern- schplenden- schlitter- crasscrenbon… itd. of Ulm. Niestety nie miałem czasu na zwiedzanie rodzinnej rezydencji herr Johanna Gambolputty de von Ausfern- schplenden- schlitter- crasscrenbon… itd. of Ulm.. Musiałem przemykać dalej ku północy. W Bawarii wciąż jeszcze widać było zniszczenia, których dokonał polski byk przyprowadzony przez kanoniera Dolasa.
To właśnie tam - w Bawarii Gestapo zastawiło na mnie pierwszą pułapkę. Potężny kilkunastokilometrowy korek w którym bawarscy obywatele stali w najwyższym ordnungu. Na szczęście byłem wyposażony w najnowszy japoński gie-pe-es. Zjechałem z głównej drogi i przemknąłem lasami. Udało się…
Podążałem w coraz większym napięciu na Stuttgart, Karlsruhe, Wormację, cudem przemknąłem tuż pod nosem dywizji Guderiana między Frankfurtem i Moguncją, a następnie skierowałem się na Koblencję i złowrogą stolicę Republiki Federalnej Niemiec: Bonn, gdzie urzęduje Sauron ze swoim charakterystycznym wąsikiem. Tutaj zwolniłem Luidżi’ego, odbierając od niego przysięgę, że wróci do swych rodzinnych stron, wyleczy katar i będzie nadal wzorowym pracownikiem don Corleone. Na pamiątkę dałem mu wisiorek z weneckiego szkła i z zadowoleniem obserwowałem jak tańczy wesoło trzymając w dłoniach to badziewie i syczy „Mój skarb! Mój Skarb!”
Poprawiłem mundur, strzepnąłem pyłek z wyglansowanych oficerek (sandały musiałem ukryć na dnie bagażu – wszak Gestapo od razu by mnie rozpoznało) i ruszyłem przed siebie aby pokonać ostatni odcinek drogi. Przede mną zarysowały się mury wspaniałego starożytnego miasta. Kolonia…
Był późny wieczór. Mrok i deszcz. Miałem za sobą 1000 kaemów. Po całym dniu kluczenia i ukrywania się przed Gestapo, byłem śmiertelnie zmęczony. I wtedy mnie załatwili…
Niemiecki snajper z dywizji Herman Goring ustrzelił mnie zaledwie kilka kaemów od celu… Polska dusza i ułański honor nie pozwalał mi jechać 60, gdy było ograniczenie 60. Jechałem 79… Trzydzieści Euro psu w d…
C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz