![]() |
| W trasie. Włochy, Górna Adyga, droga na przełęcz Brennero |
Związałem go wisiorkiem z weneckiego szkła i nakazałem mu
prowadzić mnie dalej na północ, nie zważając na jego syczące krzyki: „To nas
pali… pali nas”....
Za przełęczą były już ziemie cesarza Józefa. Alpejskimi
przełęczami ruszyliśmy dalej na północ. W Insbrucku spotkałem się z oficerem
łącznikowym, który zaopatrzył mnie w niezbędny sprzęt i ruszyłem dalej. Odbiłem
na północny zachód i wkrótce stanąłem na granicy.
![]() |
| W trasie. Austria, Alpy |
Spojrzałem przed siebie, ku północy… Mordor. Jedyne miejsce
gdzie nikt nie chciałby się znaleźć, a do którego musiałem pójść. Westchnąłem,
pociągnąłem Luidżi’ego i ruszyliśmy dalej. Byliśmy w Niemczech…
Sprawdziłem czy wszystko przygotowane: nienaganny ubiór
oficera Wermachtu, dokumenty opiewające na fikcyjną postać Hans Klops i gładko
ogolona japa… Byłem gotowy. Hans Klops… Odtąd dopóki przebywam w granicach Mordoru, to
jest moje imię.
Mimo wszystko nie byłem bezpieczny… Gestapo deptało nam po
piętach przez całą drogę. Cały czas czułem na karku gorący oddech Brunera… Nie
byłem też pewny Luidżi’ego – czy w decydującym momencie nie wyda mnie w ręce
Gestapo… W końcu Mussolini był w sojuszu z Hitlerem…
Szlak wiódł nas przez Bawarię ku miastu Ulm skąd pochodził
słynny Johann Gambolputty de von Ausfern- schplenden- schlitter- crasscrenbon…
itd. of Ulm. Niestety nie miałem czasu na zwiedzanie rodzinnej rezydencji herr Johanna
Gambolputty de von Ausfern- schplenden- schlitter- crasscrenbon… itd. of Ulm..
Musiałem przemykać dalej ku północy. W Bawarii wciąż jeszcze widać było zniszczenia,
których dokonał polski byk przyprowadzony przez kanoniera Dolasa.
To właśnie tam - w Bawarii Gestapo zastawiło na mnie
pierwszą pułapkę. Potężny kilkunastokilometrowy korek w którym bawarscy
obywatele stali w najwyższym ordnungu. Na szczęście byłem wyposażony w
najnowszy japoński gie-pe-es. Zjechałem z głównej drogi i przemknąłem lasami.
Udało się…
Podążałem w coraz większym napięciu na Stuttgart, Karlsruhe,
Wormację, cudem przemknąłem tuż pod nosem dywizji Guderiana między Frankfurtem
i Moguncją, a następnie skierowałem się na Koblencję i złowrogą stolicę
Republiki Federalnej Niemiec: Bonn, gdzie urzęduje Sauron ze swoim
charakterystycznym wąsikiem. Tutaj zwolniłem Luidżi’ego, odbierając od niego
przysięgę, że wróci do swych rodzinnych stron, wyleczy katar i będzie nadal
wzorowym pracownikiem don Corleone. Na pamiątkę dałem mu wisiorek z weneckiego
szkła i z zadowoleniem obserwowałem jak tańczy wesoło trzymając w dłoniach to
badziewie i syczy „Mój skarb! Mój Skarb!”
Poprawiłem mundur, strzepnąłem pyłek z wyglansowanych
oficerek (sandały musiałem ukryć na dnie bagażu – wszak Gestapo od razu by mnie
rozpoznało) i ruszyłem przed siebie aby pokonać ostatni odcinek drogi. Przede
mną zarysowały się mury wspaniałego starożytnego miasta. Kolonia…
Był późny wieczór. Mrok i deszcz. Miałem za sobą 1000
kaemów. Po całym dniu kluczenia i ukrywania się przed Gestapo, byłem śmiertelnie
zmęczony. I wtedy mnie załatwili…
Niemiecki snajper z dywizji Herman Goring ustrzelił mnie
zaledwie kilka kaemów od celu… Polska dusza i ułański honor nie pozwalał mi
jechać 60, gdy było ograniczenie 60. Jechałem 79… Trzydzieści Euro psu w d…
C.D.N.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz