poniedziałek, 31 października 2016

Misja Europa. Odcinek dziesiąty.

Nie znając francuskiego ani w ząb, sandałowy włóczęga musi sobie jednak jakoś radzić. Mapy Montgomery’ego i Patrona niewiele wyjaśniały poza usytuowaniem niemieckich dywizjonów. Musiałem zatem zdać się na pomoc tubylców. Następujący miks: "Ekskiuzimła madmuazel" + nazwa miejscowości + zachęcająco kretyński wyraz twarzy – oto sekret sukcesu. Zwykle następował po tym potok francuzczyzny, której nadal nie rozumiałem ani w ząb, ale w jakiś magiczny sposób dopingowało mnie to, aby w końcu trafiać we właściwe miejsce.
Plaża Juno. Dom wyzwolony przez Kanadyjczyków.
Pierwszy dom wyzwolony podczas D-Day.
Niczym generał Rómmel podczas inspekcji Wału Atlantyckiego przede wszystkim zaplanowałem obejrzenie tej części wybrzeża normandzkiego, na którym lądowały wojska aliantów podczas D-Day. Przygotowałem się uprzednio – przeczytałem „Najdłuższy Dzień” Ryana i „D-Day” Beevora i skonfrontowałem tą wiedzę z „tubylcem” czyli Olivierem, który wskazał mi najważniejsze punkty.
Historia tej części wybrzeża jest bardzo ciekawa. Z tych samych plaż tysiąc lat temu wypływał Wilhelm Zdobywca, aby spuścić wp…ol Angolom. 400 lat później na tych samych plażach lądowały
Arromanches. Pozostałości tymczasowego portu z 1944 roku
zniszczonego przez sztorm
angielskie wojska Plantangenetów, aby spuścić wp…ol Francuzom. Przy tych samych plażach odbyła się w 1811 roku bitwa morska pod Arromanches między flotą Napoleona a flotą Angoli, w której Angole dostali wp…ol. I tak w koło Macieju.
Cmentarz Amerykański nad plażą Omaha.
W tle tysiące krzyży
W D-Day chodziło wyjątkowo o spuszczenie wp…olu Niemcom. Desant na północne plaże Normandii w 1944 roku, w ramach operacji Overlord wyglądał następująco: na zachodzie lądowali Hamburgery na dwóch plażach (Utah i Omaha), idąc na wschód na kolejnych trzech plażach (Gold, Juno i Sword) lądowali Brytole (Angole, Szkoci, Irlandczycy i Walijczycy) i Kanadyjczycy. Operację zaplanował Montgomery, ambitny kurduplowaty pierdoła z manią wielkości, o piskliwym głosiku kastrata. Największy wp…ol zebrali amerykańcy na plaży Omaha, natrafiając na potężne doborowe siły szkopów – można sobie to wyobrazić oglądając początkowe sceny „Szeregowca Ryan’a”, zaś Niemcy dostali najbardziej w dupala właśnie na „naszej” plaży Juno. Skubani Kanadyjczycy posunęli się najdalej w głąb lądu ze wszystkich jednostek walczących podczas D-Day. Oglądnęliśmy sobie pokryty malunkami czerwonych klonowych liści dom – pierwszy dom wyzwolony przez alianckie wojska podczas tej operacji. Wyzwolony właśnie przez Kanadyjczyków, później wykupiony przez kanadyjski rząd i dziś oficjalnie stanowiący własność Kanady.
Point du Hoc - system umocnień zdobyty przez
amerykańskich Rangersów podczas D-Day
Jak zwykle tam gdzie jest zadyma, są i Polacy. Co prawda nasze wojska nie uczestniczyły w desancie podczas D-Day, ale za to nad głowami walczących latało aż 11 polskich dywizjonów, zaś na morzu liczne okręty Polskiej Marynarki Wojennej transportowały żołnierzy, ostrzeliwały wybrzeże i broniły desantu (ORP Dragon, ORP Krakowiak, ORP Ślązak, ORP Błyskawica, ORP Piorun, MS Batory, MS Sobieski i 11 pomniejszych jednostek). Dopiero w późniejszej fazie walk do akcji weszła 1 Dywizja Pancerna generała Maczka, zaś spadochroniarzy Sosabowskiego zrzucono 3 miesiące później w Holandii, na zatracenie w kretyńskiej operacji Market Garden, właśnie na ten ostatni most w Arnhem („O jeden most za daleko”). A propos Market Garden - Angole jak to mają w zwyczaju, bezmyślnie zignorowali dokładne i profesjonalne dane wywiadowcze dostarczone przez holenderski ruch oporu, które krzyczały wręcz o tym, że w Arnhem są zgrupowane ogromne siły niemieckie i poklepywali się po plecach, uważając, że plan Montgomery’ego jest „wybitny” i „genialny”, a Niemców nie ma... I spadochroniarze wyskoczyli na zatracenie. Tą mentalność Angoli, która zmusza ich do stuprocentowego ignorowania niewygodnych faktów, doskonale znam z doświadczenia, pracując w anglosaskiej korporacji. W roli takiego właśnie spadochroniarza…
Plaża Utah. Najdalej wysunięta na zachód
plaża zdobyta przez wojska USA.
Wracając do Operacji Overlord. Do obejrzenia jest kilka kluczowych punktów. Oczywiście pięć plaż z pomnikami upamiętniającymi poległych żołnierzy (Utah, Omaha, Gold, Juno i Sword), następnie Arromanches – gdzie z wysokich klifów można oglądać resztki portu, który zbudowali Alianci po lądowaniu, a który został zniszczony parę dni później przez potężny sztorm, dalej Point Du Hoc – pionowy klif, na którego szczycie są pozostałości niemieckich bunkrów, zdobytych przez 250 osobowy oddział Rangersów, którzy odwalili najbardziej rockandrollowy atak podczas D-Day, wspinając się po linach na klif i następnie zdobywając szkopskie umocnienia – niemal połowa z nich zginęła podczas tego spektakularnego ataku.
Wzdłuż wybrzeża są liczne cmentarze wojenne, angielskie, kanadyjskie, amerykańskie i niemieckie (wśród tych ostatnich można często napotkać polskie nazwiska – Ślązaków wcielonych do Wermachtu) – ale najpiękniejszy z nich to cmentarz amerykański na porośniętych sosnami klifach nad plażą Omaha. Pierwsze sceny z „Szeregowca Ryan’a” nakręcono na tym właśnie cmentarzu. Spoczywa na nim 9387 amerykańskich żołnierzy poległych podczas desantu i w późniejszych walkach w Normandii. Jest wśród nich dwóch (z czterech) braci Niland, którzy zginęli w Normandii i których los posłużył Spielbergowi za fabułę filmu. Przepiękny widok na morze, tysiące krzyży i gwiazd Dawida, spokój i monumentalna cisza. Przypomina to mocno pomniki wojenne w Waszyngtonie przy Mauzoleum Lincolna. Na mnie największe wrażenie zrobił bezimienny grób. Spoczywał w nim poległy żołnierz amerykański. „Znany tylko Bogu”. Wszystko to skłania do refleksji i zadumy nad upośledzeniem ludzkiego gatunku.
Pomnik na Plaży Omaha. Najkrwawsza z plaż.
Wędrując pomiędzy tymi wszystkimi miejscami przejeżdża się przez pofałdowane łąki Normandii na których rosną drzewa jabłkowe i gruszkowe z których tubylcy wyrabiają cydr i Calvados, mija się miasteczka z wąskimi uliczkami zbudowane z charakterystycznego białego kamienia. Mija się winnice i wielkie żywopłoty, równiny i nadmorskie klify. Wystarczy by nasycić oczy co najmniej na rok.
Na koniec anegdotka opowiedziana mi przez Oliviera. Otóż na każdej z plaż na których lądowały alianckie wojska walczące z Niemcami łopoczą dumnie flagi antyniemieckich sojuszników: USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Kanady i Polski. Przyjaciel Oli'ego z Niemiec, który przechadzał się z nim kiedyś wzdłuż plaży Juno nie potrafił zrozumieć dlaczego wśród tych flag nie ma niemieckiej flagi...
Iga miała już serdecznie dość tej całej wojennej „martyrologii”, co wyraziła we właściwy sobie bezpośredni sposób, grożąc mi rozwodem, więc kolejne wycieczki zaplanowaliśmy już w inne, mniej militarne miejsca.
CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz