środa, 3 sierpnia 2016

Rozdział VII „Bundeswehra, Luftwaffe, Ordnungspolizei, Gestapo”

24 lipca 2016

Niemcy, Niemcy, Niemcy... Co takiego siedzi w tych germańskich najeźdźcach, że można o nich pisać w nieskończoność i wyżywać się do woli...
Po zdecydowanej nauczce zostawili moje pozycje w spokoju. Póki co. Mojego syna przyuczam do akcji Małego Sabotażu, na razie nauczyłem go rysować symbol Polski Walczącej - słynną Kotwicę. W jego wykonaniu wygląda to co prawda jak przypadkowe kreski, ale nie tracę nadziei. Wszystkie niemieckie parawany w zasięgu wzroku posiadają już ten znak.
Przyjęli inną taktykę. Dziś rozbiła się obok nas spora niemiecka rodzina i ku mojemu przerażeniu zaczęli germanizować mojego syna. Zrobiło się niebezpiecznie. Zbysio głaskał nawet ich narodowo-socjalistycznego psa! Ale napęczniałem z dumy gdy grając z młodym Niemcem w plażowego fusbala mój własny syn śpiewał z zapamiętaniem "Polskaaaa. Biało-czerwooooni". Poczułem się niczym Maria Konopnicka gdy pisała Rotę.
Ciekawostki. Nie tylko my ale wielu innych również zauważyło, że tego lata na plaży nie ma w ogóle muszelek. Za to Niemcy opuszczają plażę z pękatymi torbami. Chyba nie muszę Wam tłumaczyć co to oznacza. Polskie dobra narodowe znów są wywożone na zachód! Zgłosiłem już ten problem do wojewody zachodniopomorskiego i na wszelki wypadek do ministra Macierewicza (on nie odpuści). Anonimowo, bo lewaka by nie posłuchali, dziady. Pojawiły się za to meduzy. Gdy obok mnie kąpie się jakiś obywatel zza Odry, hipnotycznymi ruchami rąk staram się skierować meduzę w jego stronę i czuję satysfakcję gdy widzę jak wybiega poparzony z wody krzycząc Hilfe, Hilfe!
Ciekawostki kulinarne. Czy uwierzylibyście jeśli powiedziałbym Wam, że w nadmorskich smażalniach pracują szewcy? A jednak to prawda. Sprzedają tu halibuty! Dla zgrywy zamówiłem jednego halibuta i przygotowany na ostrą awanturę (przygotowałem już nawet ołówek aby wpisać się do księgi życzeń i zażaleń) czekałem na zamówienie. Obsługa widząc mój nastrój postanowiła mnie jednak udobruchać i przynieśli mi ostatecznie rybę. Fileta.
Listy i komentarze. Wielu z Was sugeruje mi abym pisał jakiegoś bloga. Niestety muszę Was rozczarować. Po pierwsze nie wiem nawet co to jest ten blog. A po drugie - i to przeważa szalę - słowo to brzmi zbyt niemiecko. Blog. Brzmi jakby Jurgen Stropp wydawał rozkaz pacyfikacji getta.
Kolejny temat - nie wszyscy zrozumieli rzucone dość ogólnikowo hasło "dekolt hydraulika". Autorem jest mój kolega z pracy Tomasz N., choć pewnie on też od kogoś to usłyszał. Już wyjaśniam. Dekolt hydraulika pojawia się wtedy gdy jakiś mężczyzna pochyla się tyłem do patrzącego wypinając w jego kierunku swe cztery litery, a spodnie i majty zsuwają się w dół odsłaniając właśnie ów "dekolt".
I ostatnie spostrzeżenie - zarzucono mi że sam nie strugałem kołka. Niestety to prawda. Używam już zastruganych kołków od parawanu. Wybaczcie ale nie mogłem się powstrzymać przed koloryzowaniem. Uprzedzając kolejne pytania: czosnek kupuję od miejscowego rybaka. Nie pytam skąd go bierze.
Ale jak tu nie koloryzować! Kochani. Byłem na Jamajce, w Egipcie, we Włoszech, w Chorwacji, w Ukrainie, w Grecji, przejechałem pożyczonym od mojej wspaniałej kuzynki Natalii Lexusem sporą część Stanów. Ale takiej egzotyki i przygód jak w naszej kochanej Polsce nie zaznałem nigdzie. A już zwłaszcza w przepięknym i wspaniałym województwie Zachodniopomorskim (Iza, Waldi, Piotrek - specjalnie dla Was Tubylcy :-) )
Howgh!
PS To już przedostatni wpis. Jutro jedziemy przez całą Polskę na południe do Krakowa. Podróż opiszę w części ostatniej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz