czwartek, 4 sierpnia 2016

Zbrodnia w pensjonacie Wrzos. Część II

Część 2
 
Dwa dni… Dwa długie dni bez mojego pamiętniczka. Bez prądu, jedzenia i wody. Bez dachu nad głową. Tak kochani... Zabłądziłem w labiryncie Błędnych Skał w Górach Stołowych. Zaraz po wejściu w ciasne przejścia zszedłem ze szlaku i wlazłem w jakąś odnogę. Potem było już tylko gorzej. Dwa dni i dwie noce błąkałem się pomiędzy skalnymi tworami i niczym prehistoryczny łowca musiałem sam zdobywać jedzenie. Owady, korzonki i mech… Jak premier Waldemar Pawlak. Co najgorsze - straciłem również dwa śniadania, które były w cenie pokoju…
Ale po kolei. Rano obudził mnie przerażający ból głowy – na etykietce łyski nie było ostrzeżenia o takich objawach – oraz chłodna rosa na nosie i skarpetkach. Tak jest… Spałem w krzakach. Jak przez mgłę przypomniałem sobie, że w nocy niczym D’Artagnan fechtowałem kluczykiem w okolicach zamka do pokoju. Bezskutecznie. Na szczęście bezskutecznie. To nie był mój pokój, tylko osiemdziesięcioletniej kuracjuszki.
Wróciłem teraz do swojego pokoju i doprowadziłem się do porządku, myśląc o moim zadaniu. „Andrzej Dupa”… Jakim zwyrodnialcem trzeba być aby popełnić te dwa wyrazy w WC…
Śniadanie zjadłem zastanawiając się od czego zacząć i obserwując spod oka innych śniadających kuracjuszy. Starałem się nie zwracać uwagi na awanse które czyniła mi siedząca przy sąsiednim stoliku osiemdziesięcioletnia kuracjuszka, do której dobijałem się przez pomyłkę w nocy. Praca detektywa to ciężki kawałek chleba. Ciężki… bo z glutenem.
Wyszedłem z ośrodka i udałem się do Parku Zdrojowego. Usiadłem na słynnej ławeczce ogrodnika i przez dłuższą chwilę dyskutowałem na tematy teologiczne z siedzącym obok sympatycznym wąsaczem, zanim nie zorientowałem się, że jest on pomnikiem. Nieco zdezorientowany udałem się do pijalni wód mineralnych, gdzie za 1,50 zł uzyskałem bezgraniczny dostęp do śmierdzącej zgniłymi jajami wody mineralnej o dźwięcznej nazwie Marchlewski. Popijając wodę obserwowałem kuracjuszy. Nieco Niemców i Czechów, ale zdecydowanie przeważali Dolni Ślężanie. Niemców wykluczyłem z kręgu podejrzanych. Większość z nich jest analfabetami i nie dałaby rady napisać poprawnie dwóch wyrazów. Natomiast Czesi… Tak. Czeski ślad. Zebrałem w głowie moją całą wiedzę o Czechach.
Na pytanie: skąd się wzięli Czesi, Erich von Daniken odpowiada bez namysłu: z kosmosu. Potwierdza tym stare podania ludowe które mówią o Lechu, Czechu i Rusie, którzy pochodzą odpowiednio: z lasu, z kosmosu i… z piekła (Slavko… wybacz). Aby wjechać na terytorium Czech należy kupić winietkę. Bez niej tlen skończy się już po 30 kilometrach, a nie wziąłem ze sobą skafandra, który dostałem na pamiątkę od generała Mirosława Hermaszewskiego. Stolicą Czech jest odległy zaledwie o 75 km od Kudowy, Jicin, w którym rządzi groźny husycki brodacz, Rumcajs – prezydent całej Czeskiej Republiki. Pamiętałem, że w 1945 roku Husyci kłócili się z nami o te ziemię - m.in. o Kudową i wysłali tu nawet pociąg pancerny. Na szczęście udało się utrzymać te tereny. Wciąż są one jednak penetrowane przez groźny czeski wywiad Szwejkuritate, na czele którego stoją Patt i Matt.
Miałem pewne poszlaki – otóż w Muzeum Zabawek wśród wielu różnych lalek i figurek ujrzałem małego Krteka – znanego nam wszystkim Krecika… To od niego wzięło się polskie określenie KRET. Nie muszę Wam tłumaczyć co ono oznacza w slangu agentów wywiadu…
Wdrapałem się na wzgórze parkowe, chcąc spojrzeć z góry na miasto ze słynnej Altanki Miłości. Niestety była zajęta. Przez osiemdziesięcioletnią kuracjuszkę z mojego pensjonatu… Rozpromieniła się na mój widok. Czym prędzej ewakuowałem się na dół. To ja już wolę Czechów…
W okolicach pensjonatu Polonia w mojej skrzynce kontaktowej pod ławką znalazłem karteczkę z napisem „Kaplica Czaszek w samo południe”.
Kaplica Czaszek… Dzielnica Czermna… Groźna nazwa zmroziła mi plecy. Czaszki pochodzą z czasów Wojny Trzydziestoletniej, gdy Niemcy, Szwedzi, Czesi i polscy Lisowszczycy tłukli się wszędzie gdzie popadnie. Również i na ziemi Kłodzkiej. Z duszą na ramieniu wszedłem w ciemne przerażające wnętrze…
Stąpałem cicho pomiędzy piszczelami i czaszkami… Nagle z mroku, spomiędzy czaszek wyłoniły się nastroszone wąsy. W głębi czekał na mnie sam minister Waszczykowski. Nie potrafię Wam powiedzieć co było bardziej przerażające: czaszki czy wąsy arcygroźnego ministra… Spojrzał na mnie i rzekł cicho tylko dwa słowa:
- Cykliści i wegetarianie.
A więc to tak... Czeski ślad był jedynie sprytnym zatarciem śladów, przez przebiegłego przestępcę. Cykliści i wegetarianie… Krąg podejrzanych znacznie się zawęził. Przypomniałem sobie, że rano przy śniadaniu, jeden z kuracjuszy nie wziął ze szwedzkiego stołu parówki…
Wróciłem czym prędzej do pensjonatu i kontynuowałem śledztwo. Kuracjusz nie dość że nie wziął parówki, zignorował również plasterki szynki, co umocniło poszlakę. Dodatkowo na żwirze przed pensjonatem ujrzałem ślady po rowerze. Cykliści i wegetarianie… Andrzej Dupa… Elementy układanki zaczynały do siebie pasować.
Ślady wiodły w góry. Ubrałem czym prędzej w grube skarpety i sandały na grubej gumowej podeszwie, zarzuciłem na ramię chlebak z mapą – niestety zupełnie innego terenu – i ruszyłem gorącym śladem na poszukiwanie przestępcy.
Góry Stołowe – najdziksze masywy Rzeczypospolitej tuż przy granicy z Czechami. I sam ósmy krąg piekieł – Błędne Skały. Przerażający labirynt którego nie pokona nawet Magda Gessler. Zwłaszcza Magda Gessler. To tam zawiodły mnie ślady wegetariańskiego cyklisty i jak już wspomniałem na początku, niemal od razu zgubiłem się i spędziłem wśród oślizgłych skalnych bloków dwa długie dni. Ale nie na darmo…
Na jednej ze skał znalazłem wydrapane rysikiem znowu te same słowa. Andrzej Dupa… A pod napisem, na leżącym swobodnie kamieniu ujrzałem zmięty papierek. Rozwinąłem go i ujrzałem malutką historyjkę obrazkową z kaczorem. Zapach przypomniał mi lata osiemdziesiąte XX wieku.
Akcja się zagęszczała…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz