czwartek, 4 sierpnia 2016

Zbrodnia w pensjonacie Wrzos. Część III

Część III

Nazywam się Maroł. Filip Marloł. Teraz już tylko tego jestem pewien. Dotąd sprawa posiadała wymiar powiatowy. Po ingerencji z samej Warszawy, gigantycznej metropolii Rzeczypospolitej, wielkiej niczym dzielnica Szanghaju, zbrodnia osiągnęła wymiar krajowy, a nawet międzynarodowy…
Po dwóch dniach błąkania udało mi się wydostać z Błędnych Skał. Na szczęście nie na czeską stronę. Nie miałem wystarczającego zapasu tlenu, więc zginąłbym tam marnie. Zataczając się nie wiem nawet kiedy wdrapałem się na najwyższy szczyt Gór Stołowych, majestatyczny Szczeliniec (919m npm czyli 899 metrów nad poziomem Bałtyku). Głód i pragnienie wywołały omamy. Na szczycie ujrzałem Kwokę i Główę Konia… Zawrót głowy podciął mi nogi i stoczyłem się bezwładnie w dół, uderzając w końcu karkiem w jakąś skalną formację. Były to słynne sudeckie skalne grzyby – skały które pod wpływem złowrogiego pola siłowego wydzielanego przez niedalekie Czechy przybrały zdeformowane kształty. Wrzeszcząc histerycznie z przerażenia biegałem wśród tych skalnych potworów, aż wreszcie jakimś cudem trafiłem na powrót do Kudowej…
Doprowadziłem się jak zwykle do porządku, zjadłem wykwintny obiad w najdroższej kudowskiej restauracji o dźwięcznej nazwie Bar Mleczny na ulicy 1 Maja i poszedłem ponownie do Parku Zdrojowego aby nawodnić się Marchlewskim. Rozejrzałem się.
Kudowa gościła niejednego męża stanu… I żonę stanu. Na parkowych ławeczkach ujrzałem ministra Macierewicza grającego w karty z Michnikiem, Sylvio Berlusconi w Teatrze Pod Blachą opowiadał jakieś pocieszne facecje kilku młodym chichoczącym podlotkom, prezydent Kwaśniewski wraz z prezesem Kaczyńskim nalali sobie całą butelkę mineralnej (Marchlewskiego) – po czym już poza pijalnią dolali zdrowotną wodę do innej butelki wypełnionej już w połowie jakimś tajemniczym płynem i udali się w krzaki, prezydent Władimir Pupin wraz z prezydentem Erdoganem oraz Wiktorem Orbanem grali w salonowca nieopodal pensjonatu Zameczek, czemu przyglądał się leniwie opalający się nieopodal prezydent Obama, a prezydent Fransua Oland zajadał się zachwycony oscypkiem w Ogrodzie Muzycznym. Tylko premier Kamerun przechadzał się samotnie przestraszony, ignorowany ostentacyjnie przez wszystkich pozostałych. Kogoś mi w tym gronie brakowało…
Nazywam się Maroł. Filip Marloł. Teraz już tylko tego jestem pewien. Wątki plączą się i gubią w tej zataczającej coraz szersze kręgi sprawie.
W pensjonacie odnalazłem kolejne ślady. Pierwszy z nich to włos. Rudy, krótki i gruby męski włos. Schowałem go do portfela. Następnie niczym tropiciel śladów Old Szaterhend przebadałem raz jeszcze zaschnięte już ślady roweru. Po głębszej analizie doszedłem do wniosku, że były to dwa rowery. Jeden jechał za drugim. Zatem przestępców było dwóch… Sprytnie. I wreszcie ślad ostatni. Wpadłem na niego dzięki głodowi nikotynowemu. Grzebiąc w popielniczce w poszukiwaniu niedopałka, innymi słowy „pojary” czy też „kiepa” natknąłem się na dwa zmięte bilety lotnicze. Oba łączył jeden punkt docelowy – lotnisko we Wrocławiu. Jeden był z Brukseli, drugi… z Berlina. Na jednym z niedopałków papierosów zauważyłem ślad szminki.
Miałem dotąd w planach rozszerzyć śledztwo na Lądek Zdrój i Góry Sowie, a nawet na stolicę tej ziemi – Kłodzko, jednak po ostatnich rewelacjach mój siódmy zmysł detektywa skierował mnie prosto do samej potężnej stolicy Dolnego Śląska. Kolebkę kultury, prastare biskupstwo i największe skupisko Łemków w całej Rzeczypospolitej.
Do Wrocławia.
Ostatni wieczór w pensjonacie Wrzos, spędziłem znowu z butelką whisky i cygarem, porządkując w głowie to co udało mi się ustalić w śledztwie. Guma Donald. Rudy włos. Dwa lotnicze bilety z Brukseli i Berlina. Ślad dwóch rowerów. Ślad damskiej szminki na niedopałku. Niedojedzona parówka… Cykliści i wegetarianie… Andrzej Dupa…
Osiemdziesięcioletnia apsztyfikantka zapytała grzecznie czy może się dosiąść. Udałem że jestem Niemcem i odparłem z hamburskim nienagannym akcentem:
- Ja nie panimaju…
Po czym uśmiechając się niepewnie oddaliłem się do swego pokoju. To ja już wolę Czechów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz