czwartek, 4 sierpnia 2016

Zbrodnia w pensjonacie Wrzos. Część IV ostatnia

Część IV

Rankiem, po śniadaniu uregulowałem opłatę z najdroższy apartament w pensjonacie Wrzos. Astronomiczna suma 60zł za osobę + 4 zł opłaty klimatycznej (naliczanej ze względu na niedalekie Czechy i ich pole siłowe) nie powaliła mnie. Dostałem ze stolicy spory zastrzyk gotówki, który rząd uzyskał zaoszczędzając na podwyżkach dla emerytów. Odpaliłem silnik mojego auta-amfibii i wyruszyłem na północ przez Kłodzko i Niemczę gdzie polscy wojowie Bolesława spuścili niegdyś Niemcom solidny wp…ol. Kierunek: Wrocław.
Wrocław… Stolica Dolnego Śląska. Żyje tu ponad 635 tysięcy tubylców z plemienia Dolnych Ślężan. Dwoje z nich jest moimi przestępcami. Miasto jest zbudowane na przecięciu dwóch szlaków – Bursztynowego (muszelkowego) oraz Via Regia – szlaku handlowego ciągnącego się przez całą Europę z Hiszpanii aż po Rosję. Gdy osiem wieków temu Mongołowie Dżingis Chana lecieli na Legnicę aby spuścić nam srogi wp…ol, ominęli Wrocław ponieważ na niebie pojawiło się jakieś dziwne zjawisko. Jak myślę był to charakterystyczny kształt chmury w kształcie genitaliów, który mnie również udało się swego czasu sfotografować, a który dla Tatarów jest przerażający. 300 lat temu ostatecznie stare słowiańskie miasto dostało się w szpony naszych sąsiadów zza Odry z trupimi główkami na czapkach… Odzyskaliśmy je dopiero 70 lat temu i odtąd trzymamy je mocno.
Moim kontaktem we Wrocławiu był doktor X, a lokal kontaktowy umiejscowiony był w południowej dzielnicy miasta. U niego uzyskałem informację, że poszukiwana przeze mnie dwójka przestępców ma umówione spotkanie w rotundzie Panoramy Racławickiej.
Jakże perfidnie.
A więc to tam. Przy najsłynniejszym obrazie batalistycznym na świecie, o którym sam cysorz Franciszek Józef powiedział: „O kur… Imponujące.” Tam zakończy się wreszcie moje śledztwo…
Jak mówi stare polskie przysłowie – gdy jednocześnie zaatakują nas Niemcy i Ruscy, powinniśmy najpierw bić Niemców, ponieważ: najpierw obowiązek, później przyjemność. Obraz przedstawiający jak nasi biją Rusów pod Racławicami wbija w dumę każdego Polaka. A nad wszystkim wielki i wspaniały, ekskomunikowany przez papieża, jedyny, wielki i wspaniały Naczelnik w historii Polski (to znaczy do niedawna jedyny, bo mamy już kolejnego). Kościuszko. W chłopskiej sukmanie. Nam Krakusom szczególnie bliski, u nas wszak na Rynku składał przysięgę, u nas na Sikorniku jest Jego kopiec. Gdy Panoramę Racławicką przenoszono ze Lwowa, sprytni przekupieni przez Wrocławian konduktorzy nie zatrzymali pociągu na dworcu w Krakowie i przelecieli jeno z gwizdem parowozu. Tak właśnie Panorama trafiła do Wrocławia.
Bilet kosztuje 30 zł. Dla Ruskich 30 Euro. Chyba że powiedzą: „Krym jest Tatarski”. Czechom – na wszelki wypadek – wstęp wzbroniony. Aby namierzyć przestępców musiałem wtopić się w tło. Jako zawodowy detektyw muszę być mistrzem kamuflażu. Przebrany w chłopską sukmanę, trzymając postawioną na sztorc kosę, ustawiłem się pod obrazem, na lewo od krzyża w miejscu gdzie kosynierzy szturmowali ruskie armaty. Za moimi plecami Kościuszko wskazywał cel ataku. Stałem się niewidoczny. Poczułem dreszcz i zapach krwi i prochu. Gdy jestem zbyt blisko sceny batalistycznej zawsze tak reaguję. W ostatniej chwili powstrzymałem się aby nie zakrzyknąć: "Wiwat Kościuszko! Śmierć Ruskim i biskupowi Massalskiemu!"
Nagle, punktualnie o godzinie 16:00 w rotundzie pojawiła się krępa kobieca postać w chuście na głowie i ciemnych okularach. Chwilę po niej pojawił się szczupły mężczyzna w nienagannym garniturze i niemieckim hełmie z czasów II wojny światowej, spod którego widać było modnie przycięte rude włosy. Obie tajemnicze postacie niby przypadkiem oglądając Panoramę zbliżały się do siebie. Wreszcie stanęły ramię w ramię tuż przede mną. Ujrzałem jak ich dłonie się złączyły i usłyszałem męski namiętny szept … Zamarłem ze zgrozy. A więc prawda jest bardziej przerażająca niż myślałem…
Byłem już martwy...
Męski szept brzmiał znajomo dla każdego Polaka. Każdy Polak rozpoznawał od razu charakterystyczne „r” wymawiane tym głosem… Każdy wiedział że dziadek tego jegomościa służył w Wermachcie i stąd ten niemiecki hełm na jego rudej głowie… Każdy wiedział, że jego aktualny dom jest w Brukseli. Ale najstraszniejsze było imię, które męski szept wyjawił. Imię straszne i kojarzące się ze świstem mieczy zakapturzonych postaci na bliskowschodnich pustyniach.
Szept brzmiał:
- Do khoćset… Angela… Iś libe diś.
Tak… A więc to prawda. Angela i Donald mają potajemny romans. Polska i Niemcy. Nasz polski Donald, postawiony przed strasznym dylematem niczym krakowska Wanda która skoczyła 3 kilometry z kopca pod kombinatem do Wisły, ugiął się i oddał niemieckiej zdobywczyni. Upojny łikend spędzony w Sudetach Środkowych, w Kudowej Zdroju miał być tajemnicą. Straszną tajemnicą. Niestety zgubiła ich niefrasobliwość. Podczas baraszkowania w męskiej ubikacji popełnili śmiertelny błąd. W miłosnym uniesieniu jedno z nich napisało na ścianie: Andrzej Dupa…
I to ich zgubiło…
Tajemnica była rozwiązana.
Opuszczałem Wrocław z mieszanymi uczuciami. Komplet zebranych przeze mnie dowodów zgubiłem co prawda od razu - wypadł mi już na pierwszych bramkach na A4, ale postanowiłem, że sprawę przekażę werbalnie bezpośrednio do ogólnopolskiej telewizji ministra Kurskiego, czyli do Kurwizji oraz do samego Adama Michnika, a sam ulotnię się do jednego z egzotycznych krajów – prawdopodobnie na Słowację. Muszę zniknąć na jakiś czas. Nie jestem bezpieczny. Jestem jedynym posiadaczem tajemnicy Donalda i Angeli i jej ciężar mnie przytłacza. Ciężar tajemnicy. Nie Angeli. Jadąc autostradą na wschód nerwowo spoglądałem w lusterko wsteczne.
Nagle… W lusterku ujrzałem za sobą czeską Skodę z dwoma osobami na pokładzie. Po skafandrach zorientowałem się że to Czesi – nie mogą oni za długo oddychać poza swoim krajem a u nas w Polsce nie ma winietek. Zza szyby skafandra rozpoznałem twarz jednego z nich. To Cypisek, zawodowy zabójca czeskiego wywiadu… A więc rozpoczyna się gra o życie. Jestem gotowy.
Ale to już całkiem inna historia…
KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz