sobota, 20 sierpnia 2016

Kraków Podgórze. Cz.1 Łąki i Górka Pychowicka


Motto:
 „Tak głupio i ja potrafię, powiedziałem sobie. I zacząłem”
Marek Hłasko „Piękni Dwudziestoletni”


Kraków. Miasto królów Polski. Druga po Wiślicy stolica kraju Wiślan. Druga po Gnieźnie stolica Polski. Drugie najchętniej wybierane przez proletariackich Angoli miejsce na wieczór kawalerski (pierwszym jest podlondyński burdel w Welwyn). Ale pierwszy polski student 600 lat temu to właśnie tutaj a nie gdzie indziej zapijał po pierwszym polskim kolokwium. I to tutaj Naczelnik składał swą przysięgę, a Marszałek stąd wyprowadzał Legiony. Obaj – aby wpier…l spuścić Ruskim.
Podgórze. Dzikie tereny przyłączone do Krakowa przez Juliusza Lea, 40 lat przed Nową Hutą. Obecnie dzielnica Krakowa. Idąc od mostu Dębnickiego w górę Wisły na zachód mija się z lewej strony wapienne wzgórza Parku Twardowskiego. Za wzgórzem jest dolina którą do Wisły wpływa niewielki strumień bez nazwy, wysychający gdy lampa przygrzeje. Tu pomiędzy wzgórzami Parku Twardowskiego i Górką Pychowicką jest osiedle Pychowice. Mój dom. Od sześciu lat. Miejsce gdzie zalągł się jakiś robal ze skrzydełkami, uniemożliwiając deweloperom wykupienie ostatniego zielonego skrawka po tej stronie Wisły, ponieważ ekoterroryści zagrozili zamachami samobójczymi: chcieli powiesić się przed urzędem miasta.
Wyprawa w dzikie tereny ma swoje prawa. Należy zawsze mieć latarkę, scyzoryk i kabanosa. Zwłaszcza kabanos jest nieoceniony. Również na zagraniczne podróże, gdzie za obiad płaci się dewizami. Nieodzowne są również skarpety. W grubą frotę. Czy jak to się tam nazywa. No i sandały. Niezbędnik wędrowca. Oczywiście jeszcze denaturat. Aby rozpalić ogień i ugotować upolowanego robala ze skrzydełkami. Na wszelki wypadek do kieszeni sztruksów wsuwam banknot z wizerunkiem Mieszka Pierwszego. Grubsza kasa zawsze może się przydać. Jeszcze tylko zastrugany kołek, który ukradłem Niemcom z parawanu na plaży. Jestem gotowy.
Najpierw kierunek zachód. Cel: Pychowickie Łąki, rozciągające się niczym Dzikie Pola między kampusem UJ, Pychowicami i Skotnikami. Ostatnie tereny Krakowa nie tknięte ludzką stopą. Tereny na których żyje potworny robal ze skrzydełkami, którego boją się nawet deweloperzy. A wiadomo że oni nie boją się nawet bożego gniewu… Ostatnie ślady ludzkie nie należą do gatunku ludzkiego. Długo i wnikliwie badałem te ślady. To prawdziwy cud, że w nie nie wdepnąłem. A więc bywają tu psy…
Widziałem, że przede mną tereny te badali dyrektor Teatru Ludowego, a obecnie poseł na seym z opozycyjnej partyji, oraz były prezydent miasta Lasotta. Lasotta nie jest już prezydentem, a partyja dyrektora Teatru przegrała wybory. Robal z pychowickich łąk jest skuteczny. I ma długie macki… Jedynymi traperami których można tu spotkać są nieco chwiejący się studenci z kampusu. Wiatr wieje tu naprawdę mocno.
Robal zaatakował mnie znienacka w samym sercu łąk. Niczym mister Neo Anderson z misterem Smisem, tak ja podjąłem heroiczną walkę. Niestety. Przegrałem... Musiałem uciekać do lasu który porasta Pychowicką Górkę. Tam przegrupowałem się i postanowiłem wejść na szczyt aby zlustrować teren i przygotować się do dalszej walki.
Górka Pychowicka.  267 metrów nad poziomem Bałtyku, czyli 247 metrów nad poziomem morza… A każdy metr okupiony potem i męczarnią… Wreszcie osiągnąłem szczyt i moim oczom ukazały się dzikie dzikie pychowickie łąki a dalej Skotniki i kampus oraz złowrogi betonowy i zakorkowany Ruczaj. Dla uspokojenia serca zagryzłem kabanosa i spojrzałem na północ w dolinę Wisły oraz na wzgórza z drugiej strony – cywilizowane Sikornik i Sowiniec z kopcami Piłsudskiego i Kościuszki…  Tę rundę robalu wygrałeś. Ale to jeszcze nie koniec... Jak powiedział Piłsudski: "Być zwyciężonym i nie ulec - to zwycięstwo. Zwyciężyć i spocząć na Laurach - to klęska".
Na tych bezludnych ziemiach o żadnej Laurze nie mogło być mowy, a spotkać jednocześnie dwie Laury - zakrawa na nieprawdopodobieństwo.  Spocząłem więc po prostu na trawie...
CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz