Prolog
Gdy pasterzowi zaczynają podobać się owce - czas wracać do domu, jak mówi starożytne łemkowskie przysłowie. Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Czas wracać do dom. Poza tym właścicielka kwatery ostatecznie wywaliła nas za zaległe rachunki.
PKS-y przyczesane, skarpety i sandały na nogach. Można ruszać. Wierna
Meganka narowi się już w stajni. Zatankowałem ją do pełna (nie jak zwykle
bezołowiową 95 - tym razem wlałem Diesla - jak przygoda to przygoda). Resztkę
oleju wlałem do pojemnika od spryskiwaczy, odpaliłem silnik, zaskoczył już po 3
razie: kontrolka zabłysła i pojawił się znajomy kwadracik i napis SERVICE
(swoją drogą co to są te service?), sprawdziłem elektronikę - okno od kierowcy
nie działa. A zatem wszystko gotowe. Idziemy jeszcze raz na plażę sprawdzić czy
siły polskie utrzymają pozycję i ruszamy na południe przez całą dziką i
egzotyczną Polskę. Gdy pasterzowi zaczynają podobać się owce - czas wracać do domu, jak mówi starożytne łemkowskie przysłowie. Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Czas wracać do dom. Poza tym właścicielka kwatery ostatecznie wywaliła nas za zaległe rachunki.
Spróbuję napisać coś podczas podróży, ale nie wiem czy będzie czas, jedziemy wszak przez ogarniętą antyniemieckim powstaniem Wielkopolskę, oraz przez Dolne i Górne Śląski. Cel: Małopolska i jej zaniedbane czarnoziemy.
Howgh!
Epilog
Wbrew jakiejkolwiek szkole filologicznej od razu po prologu postanowiłem
dać epilog. Zresztą i tak nie rozumiem co znaczą te pojęcia, poza tym, że
prolog jest z przodu. Tym razem wleźliśmy na plażę najbardziej uczęszczanym deptakiem przez wydmy - grzybowską ulicą Plażową. I od razu urosło mi serce. Tłumy panów w skarpetach i sandałach, parawany ustawiane obok siebie tak że "gdyby nie panna Hela nie byłoby gdzie palca wcisnąć", rząd sikających na wydmie mężczyzn... Rodacy! Wreszcie poczułem że jednak jest to zdecydowanie polskie wybrzeże. Niemca nie uświadczysz, co oznacza że ofensywa od Kołobrzegu spycha z wolna siły niemieckie na zachód.
Jak zwykle obejrzałem kilka dekoltów hydraulika, zanurzyłem jądra w morskiej fali, oddałem wydmom co cesarskie, po czym przebrałem kąpielówki na majty.
Ostatnie lody, ostatnia rybna zupa i ostatni filet który raz jeszcze zmusił mnie do podziwiania wydm i wystartowaliśmy na południowy zachód.
Po dwóch godzinach w okolicach Szczecina niemal w ostatniej chwili skręciliśmy z autostrady która ciągnęła nie gdzie indziej a na Niemcy (wiecie co by ze mną zrobili - Gestapo monitoruje wszystkie moje wpisy) i ruszyliśmy wprost na południe starożytnym szlakiem S3 którym Rzymianie wozili znad Bałtyku do Watykanu muszelki które sprzedali im jako bursztyn przedsiębiorczy Pomorzanie (starożytnym Szlakiem Muszelkowym, zwanym Bursztynowym).
Jechaliśmy wzdłuż Odry. Słupy graniczne które Bolesław Chrobry powbijał w dno tej rzeki aby odgrodzić zdrową słowiańską puppę od teutońskiego pryszcza wciąż sterczą w górę niczym po viagrze. Od zachodniej flanki jesteśmy bezpieczni. Gdzieś tu była Cedynia, pod którą Mieszko i jego brat Czcibor spuścili słuszny wp...ol wiecie komu.
Przecięliśmy główny europejski szlak handlowy Wschód-Zachód (A2), minęliśmy pomnik Dżizusa, który wystawili mu fani w Świebodzienie (załączyłem zdjęcie), mignęły nam winnice w okolicach Zielonej Góry i wreszcie dojechaliśmy do starej dobrej A-czwórki w punkcie pomiędzy łemkowsko-lwowskim Wrocławiem i polami pod Legnicą, gdzie Tatarzy Dżingis Chana dali nam srogiego łupnia. Przed nami jechał ukraiński TIR na krymskich blachach, ale na szczęście Dżizus czuwał nad nami i tatarski kierowca dał się wyprzedzić pomimo lini ciągłej, zakazu wyprzedzania i stromej górki...
Stąd już jechaliśmy na wschód w kierunku naszej biednej, zapyziałej Małopolski. Bramki wrocławsko-gliwickie 16,20 zł, bramki katowicko-krakowskie 20 zł, dla Niemców odpowiednio 20zł i 30zł chyba że powiedzą "Grzegorz Brzęczyszczykiewicz Chrząszczyżewoszyce, powiat Łękołody".
O godzinie 00:45 osiągnęliśmy wreszcie macierzysty Kraków, szczęśliwi że udało nam się wreszcie uciec od Niemców... Niestety, prawdziwe kłopoty miały się dopiero zacząć. Otóż w Krakowie właśnie zaczynały się...
Ale to już całkiem inna historia.
HOWGH
KONIEC
Słowniczek:
* Kałakutas (lit) - Indyk.* BLOG (niem) – skrót od Bundeswehra, Luftwaffe, Ordnungspolizei, Gestapo
* Jomsborg (wik) – Wolin
* prof. Litel Honej – prof. Miodek
* dekolt hydraulika – patrz rozdz. VII
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz